czemu pokręcił przy oprawie swoich klownowskich szkieł i wymamrotał:

Krople deszczu zmieniły się w śniegowe płatki. Nie mogły
Od ponad trzech lat wiedziała, że nawet jeśli odnajdzie Justina,
- Nie udało ci się - roztarła sobie łzy po policzkach. - Kobieta
spierać o definicję słowa „przebaczenie". Może polegało właśnie na
niczyjego wzroku, patrzył tylko na Enrique i czekał na okazję.
- Czy ktoś, na przykład True, mógł się tu włamać i skraść listę? -
ona absolutnie nie miała zamiaru iść na jakikolwiek kompromis. I
milczeniu.
ułożyła płaszcz i teczkę z papierami na walizce, zawiesiła torebkę na
- Nie trzeba. Mam już auto po drugiej stronie.
nie wiedziała, czy płakać nad nimi z żalu, czy może lepiej schować się
Duszę Cassidy ścisnęła rozpacz, ale nie chciała tracić nadziei. Do cholery, potrafi być tak samo uparta jak on. Znajdzie sposób, żeby się przebić przez mur, jakim się otoczył. Obawiała się jedynie, że kieruje nią poczucie winy, a nie miłość. - Opowiedz mi o Marshallu Baldwinie. Bill Laszlo dopadł Cassidy, kiedy nalewała sobie kawy z ekspresu do kubka. Spojrzała na poranne wydanie „Timesa”, to samo, które widziała na stole w kuchni. Chase wyszedł z domu od razu po sprzeczce. Nie chciał, żeby go podwiozła. Wziął pickupa z automatyczną skrzynią biegów i jakoś udało mu się dojechać do miasta. - Baldwin zginął w pożarze. - Tyle to i ja wiem. Cholera, w końcu to ja napisałem ten artykuł. - Ruchem głowy wskazał krótką notkę zatytułowaną: „Businessman z Alaski zidentyfikowany”. - Ale kto to naprawdę był? Cassidy wsypała do kawy śmietankę w proszku. - Nie wiem. - Oczywiście, że wiesz. Lepiej uważaj. To cię zabije. Pełno w tym konserwantów i innych świństw. Nie widzisz napisu: bezmleczne? - Dziękuję za radę. - Wsadziła patyczek do mieszania do jednorazowego kubka. - Słuchaj, Cassidy. Na pewno coś wiesz o Baldwinie. - Wiem tylko to, co przeczytałam w gazetach, czyli to, co ty napisałeś. Był przemysłowcem z Alaski. Miał kilka tartaków, uprawę ziemniaków, chyba jakąś przetwórnię rybną i sporo ziemi. Dawał dużo pieniędzy na cele charytatywne. - Tak twierdzi jego agent od reklamy. - A miał takiego? Laszlo nie dał się zbić z tropu. - Chcę wiedzieć, jakim był człowiekiem. Kim naprawdę był? Z tego, co słyszałem, nie miał rodziny. Czy to nie bezsens? Tyle forsy, a spadkobiercy nie ma. Ani nawet testamentu. - Ktoś się upomni o jego pieniądze. - Mam nadzieję. Chciałbym się dowiedzieć o nim czegoś więcej. - Wziął kubek z górnej półki. - A co mówi Chase? Cassidy była ostrożna, ale uznała, że może powiedzieć Billowi to, czego dowiedziała się od Chase’a. - Wiem tylko, że Baldwin przyjechał zaproponować Chase’owi, żeby obrabiał jego drewno. - Wierzysz w to? Czy my wysyłamy drewno do Japonii? Na Alasce nie ma tartaków? Przecież on sam miał kilka. - Laszlo nalał sobie trochę gorącej wody i zamoczył w kubku torebkę ziołowej herbaty. Zadawał pytania, które i ją dręczyły. Nie chciała mówić mu o tym, że Chase nosił się z zamiarem sprzedania swoich udziałów w firmie Buchanana. Jeszcze nie teraz. - Daj spokój, Cassidy, nie nabieraj nabieracza. Wiem, że jeszcze przed pożarem chciałaś od niego odejść. Chase ożenił się z fortuną Buchanana, a nie z tobą. A teraz nagle wszystko pięknie, ładnie? Małżeństwo kwitnie, a ty starasz się go chronić? - Jeżeli mi nie wierzysz, zadzwoń do Chase’a - powiedziała ostrym, poirytowanym głosem. - Dzwoniłem. Nie jest zbyt rozmowny. - Może dlatego, że ma w szczęce druty. - A może dlatego, że ma coś do ukrycia. Wzięła kawę i poszła w stronę swojego biurka. Bill ruszył za nią. - Zostaw mnie w spokoju, Bill. Mam robotę. - Ja też. - Więc się za nią zabierz i przestań mnie dręczyć, bo ja naprawdę nie mam informacji, o które ci chodzi. Nie zwrócił uwagi na to, co powiedziała. Cassidy przeszła między biurkami do swojego stolika. Selmy jeszcze nie było. Bill usiadł obok Cassidy. Spojrzała na komputer i chciała go wyłączyć. Straszny facet. Nie był złym dziennikarzem. Do tego cholernie uparty. Wzięła do ręki kubek z kawą i pociągnęła łyk. Była dla niej trochę za mocna. Zabrała się za artykuł, który zaczęła poprzedniego dnia. Bill wyrzucił torebkę z herbatą do popielniczki Cassidy. - Marshall zjawia się na Alasce w 1977 roku. - I? - Niecałe dwa miesiące po pożarze. - Nie rozumiem, do czego zmierzasz. - Serce łomotało jej jak młotem i bała się, czy Laszlo tego nie słyszy. - Nie miał rodziny. Ani przyjaciół. Nikogo. O ile wiem, przyjechał goły i wesoły. Nie miał nawet porządnego płaszcza. Wiesz, jak jest zimno na Alasce w listopadzie? Dostaje pracę, bierze gdzieś kredyt, żeby kupić sobie ciepłe ciuchy i wprowadza się do najtańszej nory. Twierdzi, że ma dwadzieścia dwa lata. A ile naprawdę, nikt nie wie. Mógł być młodszy. - Albo starszy, jeżeli kłamał.
bezradnie szukając czegoś w torebce. Milla, domyśliwszy się, o co
an43
PIT 36

wyraźnie zadowoleni.

przetrwać ciężki czas, więc korzystała z dni wolnych, by dokładnie
zastając go czekającego na jej powrót. Ale nie dziś, nie tej nocy.
zamkną drzwi na zasuwkę, po czym przysuwał krzesło, wdrapywał się
niemiecki bródno

potem wyciągnął kluczyki i otworzył drzwi. Wsadził Millę do środka,

Czy to w następstwie uderzenia, czy to z przygnębienia spowodowanego zeszpeconą
Poczuła ból. Ból tak silny, że nie wiedziała, gdzie kończy się cierpienie, a gdzie zaczyna
się u jego stóp, siedział tam już od dłuższego czasu, a czekanie nie wpłynęło korzystnie na
unitedfinances provides smart solutions to payday loans near me no credit check from reputable company


– Ojcu tu nie wolno – powiedział nerwowo. – To jest pomieszczenie dla umysłowo
wpakował, Danny. Nie rozumiesz? Manipulował tobą. A teraz powiedz mi, kto to jest. Proszę
– Ale nie lekceważ go – dodał pośpiesznie Quincy. – Zabije bez wahania, jeśli uzna, że
Sprawdź jaka jest liczba zarażonych koronawirusem w Norwegii oraz obecny stan leczenia.